środa, 18 marca 2015

Prolog "Poczucie humoru"

    Ciemność. To było wszystko, co można dostrzec w promieniu kilometrów. Choć równie dobrze mogło by to być kilkadziesiąt metrów gęstej i czarnej jak smoła nicości. Trudno to stwierdzić z braku punktów orientacyjnych, gdyż nic nie było w stanie przebić się przez wszechogarniający mrok.
    A jednak, wśród tego morza czerni tlił się delikatny, złoty blask. Nikły, ale jednak wystarczył by zasiać nadzieję. Bo akurat to światełko było jej uosobieniem. Uosobieniem wiary w pewne pragnienie, które wydawać by się mogło bezsensowne dla zwykłego człowieka. Jednak nie dla osoby, która znajdowała się w epicentrum światła.
    Drobna kobieta, skulona jakby próbowała odciąć się od otaczającej ją rzeczywistości. Rozpuszczone, jasne blond włosy wiły się wokół jej twarzy, a granatowa suknia, kiedyś pewnie pięknie zdobiona, teraz była podarta, poplamiona krwią i oblepiona brudem. Z pomiędzy rozdarć w ciemnym materiale było widać wciąż otwarte, cięte rany. Na jej porcelanowej skórze widniało wiele siniaków oraz zadrapań pokrytych kurzem.
    Mimo tak opłakanego stanu ciała, jej umysł wierzył, że wciąż ma szansę na zmianę swojej tragicznej przeszłości. Nie chciała jednak uczynić tego dla siebie, ale dla wielu ludzi których zawiodła. Dla tych setek, tysięcy, a może i jeszcze większej liczby osób, które poszły za nią, aby wyzwolić najeżdżaną Brytanię… Choć nie, właściwie nie za nią, a za „Królem”. Potężnym i niezwyciężonym wojownikiem, który wyciągnął Święty Miecz z kamienia. „Synem” zmarłego monarchy Uther’a. Wielkiego władcy Artura Pendragona. A nie za głupią kobietą, która sama obarczyła się ciężarem władzy. Choć niezamierzenie, zawiodła i oszukała tych ludzi. Zamiast zasiać pokój na ziemi sprawiła, że z jednej wojny rodziła się druga, która pochłaniała jeszcze więcej ofiar. Nie zasłużyła by na jej głowie spoczęła korona i odpowiedzialność za lud, która się z nią wiązała. Nie zasłużyła na uśmiechy i wierność, które dawali jej rycerze. Zamiast złączyć, podzieliła. Nawet tych najbliżej jej sercu, którzy zawsze wspierali ją i jako jedni z nielicznych starali się zrozumieć.
    Dlatego właśnie jej życzeniem było, aby nie zasiąść na tronie i nie wyciągnąć Świętego Ostrza, miecza Caliburn’a. Jej miejsce powinien zająć ktoś bardziej tego godny. Osoba, która nie popełniła by tak błahych błędów, o niewiarygodnym znaczeniu.  Człowiek, który nie musiałby tak jak ona oszukiwać swoich poddanych i podawać się za mężczyznę.
    Jednak jej cała wiara gasła, tak samo jak złote światło wokół jej poranionej osoby. Powoli zanikało, narażając  na kontakt z czernią, która ją pochłonie i sprawi, że już przez resztę dni jej dusza będzie błądzić po Avalon. Strapiona wykrzywionymi twarzami ludzi, których zawiodła.
    Wcześniej prawie jej się udało dotrzeć do celu. Gdyby tylko wtedy miała szansę na dotknięcie Graala. Wtedy jej sen by się ziścił. Nie obchodziła ją cena za ten cud, ani kim się stanie jeśli to nadejdzie. Mogła nawet już nie istnieć w tym świecie, czy innym. Miało to dla niej znikome, prawie żadne znaczenie w porównaniu do ogromu skruchy przepełniającą kobietę.
 - Aż tak bardzo pragniesz zmiany swego losu? – głos nie dobywał się z jakiegoś określonego miejsca. Przepełniał jakby całą przestrzeń, a samego jego tonu czy czegokolwiek charakterystycznego (oprócz jego samego) nie było się w stanie określić, czy wychwycić. On po prostu istniał w tej pustce, przeszywając umysł młodej kobiety, której dotychczas zamknięte powieki lekko się uchyliły.
 - Jesteś bardzo interesującą osobą. – ciągnął dalej niematerialny byt, a blask nieustannie nikł, z chwili na chwilę. – Spełnię twoje pragnienie, Arturio Pendragon, Królu Rycerzy.
    Po tych słowach złote światło zaczęło rozszerzać się w przerażającym tempie, pochłaniając mrok. W tym momencie zdała sobie sprawę kto do niej mówił. Ten głos nie należał do osoby, ale do unikalnej rzeczy. Do Świętego Graala. Kielicha, który był w stanie sprawiać cuda.
 - Ale pamiętaj, że to ty zdecydujesz o zakończeniu tej historii…


    Arturia otworzyła parę zielonych oczu o błękitnym połysku. Jej wzrok powoli się wyostrzał rejestrując szczegóły otoczenia.
    Leżała wśród mchu i koniczyny, twarzą do ziemi. To posłanie wydało jej się niezwykle wygodne, przewróciła się więc na plecy. Znajdowała się w lesie otoczona drzewami, które mieniły się już w ciepłych, jesiennych barwach. Mimo to spora ilość drzew miała wciąż na sobie soczystą zieleń. Z tych czynników łatwo wywnioskowała, że jest najpóźniej październik.
    Machinalnie dotknęła miejsca w boku, gdzie powinna znajdować się śmiercionośna rana. Lecz dłoń na
trafiła tylko na materiał płóciennej koszuli przepasanej skórzanym pasem. Sprawdziła również miejsca pozostałych obrażeń, lecz nie pozostały nawet siniaki.
    To nie była jedyna nowość. Zamiast jej zniszczonej suknie miała na sobie prosty, chłopski strój. Składał się on z białej koszuli, pasa, tkanych brązowych spodni oraz wysokich, bo sięgających kolan, skórzanych butów o miękkich podeszwach. Oprócz tego jej proste włosy zostały związane granatową wstążką w niski, koński ogon sięgający łopatek.
    Gdy mogło by się wydawać, że wszystko co istotne zostało już przez kobietę zbadane jej wzrok powędrował na niewielki prześwit pomiędzy liśćmi. Mimo pozornego spokoju na twarzy, jej umysł starał się zrozumieć słowa wypowiedziane w pustce, a pochmurne niebo wydawało się idealne by spoczął na nim wzrok sfrustrowanego umysłu.

 - Zanosi się na burzę. – wyszeptała.


I oto pierwszy wpis o historii - prolog. 
Mam nadzieje, że jest on na tyle przejrzysty na ile to możliwe. Musiałam go trochę przeredagować, a i tak wyszedł krótki :P Wiem, że puki co jest mało interesujące, ale akcja pojawi się już w pierwszym rozdziale, a już sporo jej będzie w trzecim. Więc proszę niech ktoś się zainteresuje i skomentuje. To dla mnie ważne!

~ Sarabi

2 komentarze:

  1. Prosisz? Masz. Komentarz.
    Zacznę od tego, że historia bardzo mi się podoba w końcu jest o naszej kochanej Saber ( <3 )
    Świetnie to wszystko opisuje, że aż chce się czytać. I jest to jedna z nielicznych opowieści która mi się podoba, czyta się lekko i przejrzyście mimo iż jestem pisana w trzeciej osobie, a ty wiesz jak ja nie lubię takich książek.
    Będę tutaj wpadać dość często w poszukiwaniu nowych rozdziałów, ponieważ mimo iż prolog nie należy do bardzo długich i tylko delikatnie wprowadza to jest naprawdę świetny. ^^
    Nie będę się zbytnio rozpisywać w tym komentarz, ponieważ nie wiem o czym pisać. x3 Po prostu bardzo mi się podobało i tyle.
    Jedyne co czego się przyczepię to wielkość czcionki. Jest jasna na ciemnym tle dlatego bardzo się odbija, a małe literki sprawiają, że po dłuższym czasie delikatnie bolą oczy i łatwo jest się pomylić w linijkach. Zwiększ ją o jeden lub dwa, a będzie naprawdę świetnie. Co do prowizorycznego wyglądu to nie ma więcej zastrzeżeń. Jest świetnie. ^^

    ~ Capprieter McClovensi "Czarodziejka Słowa"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh, ty moja Czarodziejko ^^
      Cieszę się, ze tu w końcu zawitałaś. No i oczywiście dziękuję za twoją opinię, na pewno pomyślę nad zmianą czcionki. Aczkolwiek nie będą to duże zmiany. To wspaniałe, że prolog Cię zainteresował, tym bardziej zachęcam do dalszej lektury.
      Wciągu kilku dni powinien pojawić się pierwszy rozdział o znacznie większej objętości - aktualnie zajmuje trzy strony World'a.

      ~ Sarabi

      P.S. Była bym w raju gdybyś i ty również dodała coś nowego na swojego bloga ;)

      Usuń